Czy warcząca lodówka może być bodźcem do przemiany życia?

Pragnę się podzielić świadectwem interwencji św. o. Pio w 2013 roku, która zdecydowanie miała wpływ na dalsze koleje mego losu.

Szczęść Boże!

Nawiązując do tytułu świadectwa, mogę na wstępie od razu dać odpowiedź - warcząca lodówka miała niebagatelny wpływ na jesień mego życia. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak wyglądałaby jesień mego życia, gdyby na samym jej początku, nie zaskoczyła mnie ingerencja św. o. Pio. Kilka lat wcześniej często sięgałam do modlitewnika, który podarował mi pewien kapłan. Korzystałam z niego głównie przy odmawianiu różańca  czy Drogi Krzyżowej. To wystarczyło, by bliżej poznać tego Świętego, a co za tym idzie - jeszcze bardziej się Nim zainteresować. Kolejną lekturą, w którą się zaopatrzyłam był "Adwent z Ojcem Pio". Ponieważ byłam zachwycona przeżyciem Adwentu u boku św. Stygmatyka, wkrótce kupiłam podobny modlitewnik pomagający dobrze przeżyć okres wielkopostny. Przy okazji zamówiłam - tak z ciekawości - dwumiesięcznik "Głos Ojca Pio". Mało tego... Nowy katalog "Weltbild" także miał propozycję nie do odrzucenia - albumowe wydanie Drogi Krzyżowej że św. o. Pio za jedyne 10 złotych. Nie zastanawiając się zamówiłam ów album. Wpierw zawitała na domowy adres przesyłka z "Głosem Ojca Pio", do której był dołączony ścienny kalendarz. Zawiesiłam go na boku lodówki, ponieważ w pokojach na ścianach wisiały już od ponad  miesięca kalendarze na rok 2013.

W środę popielcową 13 lutego zaadoptowalam duchowo zagrożone życie poczęte. Tego roku w intencji adoptowanego dziecka nie pościłam w piątki o chlebie i wodzie. Tym razem zrezygnowałam z wszelkich słodyczy. O dziwo, gdy inni delektowali się łakociami, ja także odczuwałam swego rodzaju słodycz... Nie na podniebieniu, lecz w sercu. Po kilku dniach usłyszałam na własne uszy głos św. Ojca Pio we własnym mieszkaniu. Rano zbudził mnie głośny warkot, jakby traktora i to nie na zewnątrz, lecz w czterech ścianach domu. Z lękiem, przestraszona zbiegłem po schodach na parter. Głos dochodził z kuchni i od razu skojarzyłam, że coś nie tak z lodówką. Wpierw moje oczy spoczęły na kalendarzu z wizerunkiem św. o. Pio, po czym w duszy zadałam sobie pytanie - "a może to Ojciec Pio tak warczy? Może nie podoba mu się coś w mojej lodówce?". Z lektur wiedziałam, że ów św. Kapucyn bardzo się umartwiał i ostrzegał przed nadmierną troską o jutro, o to co się będzie jadło. Jeszcze tego samego dnia listonosz wręczył mi przesyłkę z zamówionym albumem Drogi Krzyżowej. Odmówiwszy wpierw koronkę do Bożego Miłosierdzia, po godzinie 15 przystąpiłam od razu do odprawienia Męki Pańskiej z Ojcem Pio, korzystając z ilustrowanego albumu. Podczas czytania rozważań do VI stacji, włos zjeżył się na mej głowie. Były to słowa Alessandro Pronzato na temat św. Stygmatyka - "(...) Jeśli chce sprowadzić na dobrą drogę kogoś pogrubionego, nie używa z pewnością pieszczot, ale chwyta go bezlitośnie w szpony, warczy na niego, ośmieliłbym się powiedzieć, że chwyta go zębami za kostkę i już nie puszcza zdobyczy (...) Nie waha się wbijać paznokci w sumienie, jeśli trzeba wyrwać z niego uparte skłonności do złego (...)". To wystarczy! Nie miałam najmniejszej wątpliwości, że Jego warczący głos odnosił się bezpośrednio do mnie. Zdałam sobie sprawę, że przyczyna rzeczywiście tkwi w lodówce. Co prawda już od kilku lat "całkowicie" zerwałam z "cudownym" modelem odżywiania... i wyspowiadałam się z tego. Jednak to oderwanie było tylko pozorne! Pozostały złe przyzwyczajenia... Nadal często marnowalam żywność, uznając niektóre "odpadki" za niejadalne, wręcz niezdrowe. To najwidoczniej bardzo nie podobało się Świętemu, a jeszcze bardziej Panu Bogu. Warkot lodówki i jakby rozlegające się jeszcze echo w przeczytanych słowach do VI stacji, na szczęście mną do głębi wstrząsnęły. Lodówka mimo krótkiej 2-letniej eksploatacji nie nadawała się już do naprawy. Trzeba było kupić nowe urządzenie, lecz nie przyłożyłam do tego swego palca. Zdałam się całkowicie na wybór dokonany przez męża. Nowy sprzęt zobaczyłam dopiero, gdy dostawca przyjechał pod nasz dom. Okazało się, że lodówka - mimo tych samych rozmiarów - jest wewnątrz o wiele ciaśniejsza. Tym samym trzeba było bardziej ograniczać zakupy.

Pozostałe dni Wielkiego Postu ze Stygmatykiem z Pietrelciny upływały wśród wzlotów i upadków. Jego nadzwyczaj skromne w treść słowa zamieszczone w modlitewniku, potrafiły pobudzić sumienie do refleksji. Z drugiej strony były pokrzepieniem... jakby balsamem miłości. W jednym dniu potrafił mocno skarcić, a już następnego dnia obracał je w humor.

Dziś z całego serca dziękuję św. o. Pio, że dopomógł mi zerwać z grzesznymi i obrzydliwymi w oczach Bożych nawykami. Szatana nie tak łatwo pokonać! Jego jad potrafi głęboko wniknąć i aby się go pozbyć, trzeba zetrzeć wszelkie - nieraz bardzo tłuste - ślady tak, aby nic nie pozostało. Do tego nie wystarczy wilgotna, kuchenna ściereczka! Dla spokoju wolałam spalić książkę kucharską, z której kiedyś nagminnie korzystałam "lecząc" swoje ciało. Autor tej książki i zarazem twórca diety uważał, że nie wolno się głodzić ani pościć... To nieprawda! Postem można się prawdziwie nasycić, a nawet nie spożywając słodyczy - odczuć słodycz.


Gabriela Fojcik

3 Blog posty

Komentarze
Gabriela Fojcik 13 tyg.

Jako autorka muszę skomentować artykuł, a właściwie dokonać korekty. W cytowanym fragmencie zamiast słowa "pogrubionym" ma być - "pogubionym". Przepraszam za pomyłkę. Zauważyłam jeszcze kilka błędów literowych, lecz smartfon często płata figle.