Samotna mama wcale nie jest samotna

Czyli słów kilka o samotnym macierzyństwie w XXI wieku, wychowywaniu nastolatków i tym, jak wiele oparcia mama może odnaleźć każdego dnia dzięki Jezusowi i jego naukom.

Byłam małą dziewczynką, gdy papież Jan Paweł II odwiedził Gdańsk i wygłosił do młodzieży "Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować". Nie mogłam była przypuszczać, jak ważne te słowa okażą się w moim dorosłym życiu i jaką wartość dostrzegę w nich, mając więcej doświadczenia.

 

Na niedługo przed swoimi osiemnastymi urodzinami zaszłam w ciążę, oczywiście nieplanowaną, co stało się kanwą dla plotek rozsiewanych za moimi plecami. Moi rodzice byli zawiedzeni, moi koledzy i koleżanki mieli ze mnie niezły ubaw i wróżyli mi życiową porażkę, nawet sąsiedzi, którzy zawsze wydawali mi się przykładnymi katolikami, kiwali z politowaniem głowami, widząc jak wracam ze szkoły z sukienką opiętą na brzuszku. Takie kryzysy potrafią zachwiać nawet najsilniejszymi psychicznie osobami, a co dopiero nastolatkami, które na dobrą sprawę mają jeszcze mleko pod nosem. Kwestionowałam instytucję Kościoła, przeklinałam obłudę i fałszywość tych, którzy uważali się za najbardziej zagorzałych wiernych, choć nauki Jezusa wchodziły im jednym uchem i wychodziły drugim. Wstyd dzisiaj mi to przyznać, ale filar mojej wiary osłabł w tym okresie właśnie z tego powodu.

 

Przez kolejnych siedem lat udało mi się jednak wyjść na prostą. Z mężem doczekaliśmy się łącznie czwórki dzieci - kolejno Patryka, Kamila, Izy i Emila. Ich wychowanie stało się moim Westerplatte, i jest nim do dziś. Niedługo po narodzinach małego Emila, nadszedł ostateczny cios, w postaci zdrady, jakiej dopuścił się mój mąż. Byłam gotowa ratować nasz związek, w końcu Jan Paweł II nauczał za życia, jak ważna jest instytucja małżeństwa, ale niestety w życiu często natykamy się na zmienne poza naszą kontrolą. W tym przypadku taką zmienną był mój mąż, który zdecydował się na rozwód i założenie nowej rodziny z nowopoznaną kobietą.

To historia mojego początku samotnego macierzyństwa i jestem pewna, że każda samotna mama mogłaby napisać książkę poświęconą swojemu. I choć pokrótce opisałam swoje życie, nie to jest celem niniejszego artykułu. Moim celem jest pokazanie Wam, że mimo, że w teorii możemy być pozostawione same... w praktyce same nigdy nie jesteśmy. Nie, gdy otworzymy się Jezusowi i pozwolimy, by posłużył nam ramieniem, w które możemy się wypłakać, pomocną dłonią, gdy same nie jesteśmy już w stanie unieść ciężaru własnego świata. On jeden nie wypnie się do nas, nie prześmieje nas i zawsze, bez wyjątku, posłuży wartościową radą, uświadamiając nam, że MOŻEMY przeć dalej, możemy i musimy przeć naprzód. "Nie można zdezerterować"!

Jakkolwiek nie cierpiałabym z powodu samotności, znalazłam pociechę w prostej prawdzie, którą jest fakt, że samotna nigdy nie jesteem. Jest ze mną Jezus, towarzyszy mi na każdym kroku. Plus jest ze mną jeszcze czwórka dzieci i możecie wierzyć mi na słowo, z taką gromadką nie można się ani nudzić, ani tym bardziej czuć samotnym.

 

Macierzyństwo jest zadaniem niezwykle ciężkim, nieważne, czy możemy liczyć na wsparcie kogoś bliskiego czy nie. Nie istnieje cięższa i bardziej wymagająca praca, wymagająca naszego pełnego oddania, skupienia i umiejętności radzenia sobie z nieprzewidzianymi sytuacjami. Podręcznika do nauki bycia mamą nie ma. Nie ma też ani okresu próbnego, ani stażu. Mamą się nie jest, aż do momentu, w którym się nią zostanie. Binarnie. Gdzie w takiej sytuacji szukać pomocy, jeśli nie w wierze?

Każdy dzień potrafi być serią niespodzianek następujących jedna po drugiej. Bum, bum, bum, niczym w okopach Westerplatte. Godzina szósta pobudka, siódma, Izę boli brzuszek, godzina ósma, nauczycielka Kamila chce ze mną porozmawiać o tym, że nie poszło mu na ostatniej kartkówce z przyrody, godzina dziewiąta odstawiam małego Emila do ciotki, którą darzy wyjątkową sympatią, godzina dziesiąta wreszcie mogę rozpocząć pracę... ale o jedenastej muszę jechać do szkoły, bo Patryk podczas kopania z kolegami gały został kontuzjowany. Po południu zaczyna się pomoc w odrabianiu prac domowych, obiad, kąpiel, kolacja, czasem któryś z kolegów lub koleżanek moich szkrabów wpadnie trochę się pobawić...

Każda mama wie doskonale o czym mówię, prawda? Taki już nasz żywot. W tradycyjnym, patriarchalnym domu, role współmałżonków są rodzielone - mężczyzna koncentruje się na zapewnieniu rodzinie dobrobytu, kobieta na opiece i wychowywaniu dzieci. I wiecie co? To z natury nierówny układ, a co dopiero, gdy to ledwie jedna osoba ma pełnić równocześnie obie role. Panowie i panie, oto samotne macierzyństwo w pigułce. Ale nie mam zamiaru zdezerterować, o, nie. Jan Paweł II nauczył mnie, by walczyć do końca, a jeśli zabraknie mi sił, zawsze mogę liczyć na to, że Jezus da mi trochę ponadplanowych sił, niczym zastrzyk adrenaliny.

 

I do tej pory się nie poddałam. Nie zdezerterowałam i chcę podzielić się tym z Wami. Jesteście silne, jesteście niezależne, jesteście zdolne do utrzymania waszego Westerplatte. Niech nikt nie śmie mówić wam, co możecie, a czego nie, co jesteście w ich mniemaniu zdolne zrobić, a czego już nie. Wasze ciała i duchy należą do was, i tylko od waszej wytrwałości zależeć będą wasze codzienne walki o przetrwanie. Bez względu, czy macie na kim polegać, czy nie.

 

Wiara pozwoliła mi przejść przez najtrudniejsze okresy w moim życiu. Samodzielnie, własnymi rękami, pokazałam Patrykowi co to znaczy być dorosłym. Dzięki mnie (i Jezusowi) z chłopca stał się mężczyzną z krwi i kości. Obecnie gra w klubie piłkarskim na pozycji obrońcy i tak jak ja, pozwala Jezusowi prowadzić się przez życie, ufając mu w pełni.

Kamil w tym roku poszedł do prestiżowego katolickiego liceum, a w wolnym czasie pełni funkcję ministranta w naszej lokalnej parafii, będąc przy tym ulubieńcem księdza proboszcza.

Iza rozpoczęła okres dorastania i przeżywa swoje pierwsze miłości. Nie dalej niż przed miesiącem przedstawiła mi swoją dziewczynę.

Emil jest małym rozrabiaką, prawdziwą bombą energii, która wymaga jeszcze trochę pracy, ale jestem pewna, że uda mi się wychować go na przykładnego, dojrzałego chrześcijanina. Póki co musimy jeszcze ograniczyć trochę Fortnite'a i Wykop.pl, przy których spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, i skoncentrować się na wspólnych zabawach we dwoje, by pokazać mu, jak ważne są wartości rodzinne.

A ja? ja na razie kończę. Trzymajcie się ciepło i nie zapominajcie o słowach świętego Jana Pawła II. Tych o Westerplatte, jak i wielu innych - to kopalnia wiedzy i doświadczeń, których zastosowanie jest tak szerokiej jak i świat. Niech będą one dla Was inspiracją w ciężkich chwilach i oparciem, gdy zmagacie się z wyjątkowo ciężkimi zadaniami.


Karina Gonitwa

1 Blog posty

Komentarze